Nagrody dla kina niezależnego
Film „Że życie ma sens” ma Międzynarodowym festiwalu Debiutów Filmowych w Koszalinie zdobył nagdodę Grand Prix Jantar 2001. Co ciekawe film pokonał wszystkich konkurentów w dużej mierze reżyserowanych przez zawodowców. Warto przyponnieć że w Koszalinie wcześniej zdobywali nagrody takie tuzy polskiego filmu jak Holland, Kieślowski czy Zanussi. Do tej pory jest tylko jeden amator, który wygrał koszalińskie trofeum i jest nim twórca omawianego filmu Grzegorz Lipiec. Film również został zaprezentowany na prestiżowym festiwalu w Karlowych Warach.
Kraj po wyzwoleniu się z okupacji komunistyczne nabiera rozpędu w dobie kapitalizmu i dla kina nadchodzą dobre czasy, wiele festiwali i przeglądów dla twórców kina niezależnego. Bogata oferta pozwala spełniać marzenia coraz to nowym i coraz bardziej pochłoniętych pasją filmowców amatorów. Dostępność jednak wszelkich festiwali dla bardzo dużej grupy twórców powoduje że prezentowane filmy mają bardzo zróżnicowany poziom. Na festiwalach pokazywane są filmy z niedostatecznym doświetleniem scen, źle nagranymi dialogami oraz kiepskie scenariusze, co nie znaczy że jest tylko źle.
Trafiają się również prawdziwe produkcje, które swobodnie można nazwać perłami kina offowego. Dla dobra rozwoju i podniesienia poziomu sami producenci ale również organizatorzy festiwali stawiali coraz większe wymagania dotyczące filmów dopuszczonych na festiwal. Pierwszym projektem, którego zamierzeniem była promocja polskiego kina niezależnego jest Cinema, postawili oni sobie za cel rozpropagowanie idei oraz twórczości kina offowego w całym naszym kraju. Promowały dorobek Polskiego kina offowego. Dzięki temu że Cinema było połączone z gazetą jak również witryną internetową, praktycznie każdy mógł śledzić niemalże na bieżąco rozwój i twórczość Polskich niezależnych kinematografów. Młodzi twórcy niezależni w repertuarze posiadali już niemalże wszystko co jest potrzebne dla widza od pełnometrażowych produkcji, poprzez etiudy i teledyski a na animacjach kończąc.
„Że życie ma sens”
Jednym z pierwszych stowarzyszeń kina niezależnego było Sky Piastowskie, byli autorami wielu rozwiązań w gatunku kina offowego. Między innymi jako pierwsi zaczynali walkę z piractwem i do swoich produkcji używali tylko oryginalnych utworów muzycznych, co jeszcze do niedawna nie było wcale takie oczywiste u innych producentów. Można przyjąć że to oni wyznaczyli miejsce, do którego każdy producent filmu niezależnego chciałby dotrzeć.
Poprzeczka została zawieszona tak wysoko że już mało komu uda się to powtórzyć, a film który wywindował ich do roli lidera miał tytuł „Że życie ma sens”. Praca nad tym dziełem trwała pełny rok, sprzęt grupa miała udostępniony z telewizji w Polkowicach. Jedną z osób odpowiedzialnych za montaż robiła to nocami bo w dzień pracowała. W czasie gdy trwały prace nad filmem do kin trafił „Kalafior” wyreżyserowany przez zawodowego aktora, film był reklamowany jako pierwszy Polski film niezależny.
No ale właściwie rozszerzając to stwierdzenie musimy powiedzieć że owszem pierwszy to on był, ale tylko jako ten który dystrybucję miał w kinach. Film „Że życie ma sens” został wysłany do czasopisma „Machina” stamtąd trafił do dyrektora festiwalu filmowego w Warszawie. Obraz zrobił takie wrażenie że został przedstawiony szefowi największej firmy dystrybucyjnej w Polsce, który zachwycił się filmem. Taki był początek kariery filmu nakręconego za 4000 zł.
Na ogólnopolską premierę filmu musieliśmy czekać rok, tyle czasu trwały negocjacje i przegranie filmu z formatu VHS na format stosowany w kinach. Premiera odbyła się w Pałacu Kultury i Nauki a sala zapełniła się osobistościami z pierwszych stron gazet. Była to najlepsza nagroda dla pasjonatów poświęcających wiele swojego czasu na stworzenie tego dzieła. Film był wielkim sukcesem i poruszył serca wielu Polaków. Film został zrobiony w dziesięciu kopiach i trafił do kina w całym kraju, to przykład na to ze marzenia się spełniają. Grupa ludzi z niewielkiego miasteczka rzuciła na kolana całą Polskę.
Twórcy kina niezależnego
Pomimo że historie poszczególnych twórców bardzo się od siebie różniły, to mieli jedną cechę, która ich wszystkich łączyła, wszyscy byli zafascynowani kinem rodem z Ameryki, kinem które dotychczas było całkowicie niedostępne dla Polaków, no i mieli jeszcze jedną wspólną cechę nieodpartą potrzebę tworzenia własnych filmów i brak pieniędzy na ich realizację. Więc już od samego początku twórcy z osiedli spełniali dwie podstawowe zasady, które ogłosił im Jarmush, a które odnosiły się do założeń kina niezależnego. Pierwsza zasada była poruszona we wcześniejszym artykule a mówi o tym że kręcenie filmu niezależnego to wysiłek całej grupy, czyli nie ma wyraźnego podziału na konkretne role w zespole. Druga zasada mówie o tym że w kinie zostało wymyślone już wszystko i nie trzeba mieć żadnych oporów przed wykorzystywaniem dorobku innych. Zgodnie z powiedzeniem nie ważne skąd bierzesz – ważne co z tym zrobisz.
Filmy amatorskie niewątpliwie powstają bez specjalnych przygotowań, a na pewno większość z nich, ale mają inną bardzo cenną cechę powstają z niesamowitą pasją autorów. Osoby będące reżyserami w kinie niezależnym na początku lat dziewięćdziesiątych nie posiadali praktycznie żadnych umiejętności orz nie dysponowali żadnym warsztatem filmowym. Korzystali z urządzeń intuicyjnie. Każdy biorący udział w nagraniach krok po kroku zdobywał doświadczenie i wiedzę.
Problemy organizacyjne, takie jak brak sprzętu czy również czasami brak zapału powodował że wiele grup chcących tworzyć kino niezależne poddawało się na starcie. Z drugiej strony byli Ci najtwardsi, którzy pomimo przeciwności losu szli do przodu, to oni byli pionierami kina offowego w Polsce i to oni kładli fundamenty pod działalność innych. Twórcy tworzący na osiedlach byli postrzegani jako niemalże bohaterowie, wzbudzali zazdrość i szacunek, kręcenie filmów było prawdziwym wydarzeniem. Młodzi twórcy zbierali doświadczenie i nabierali przekonania że to co robią może kiedyś wyjść poza ich podwórko.
Polskie kino niezależne.
Kino niezależne kiełkowało w rzeczywistości jaką pozostawił PRL, szare i paskudne blokowiska były naturalnym środowiskiem do powstania kina offowego. Osoby, które angażowały się w projekty pokazały że dzięki marzeniom można realizować swoje marzenie, za kino brali się zarówno wielcy marzyciele jak i realiści, wszyscy oni mieli jednak wspólny cel – sukces. Szare klatki szarych blokowisk zapełniły się domorosłymi reżyserami i aktorami, przebierali się w to co było w domu i kręcili na obskurnych klatkach swoje pierwsze ujęcia. Samemu układając dialogi, scenariusze. Oczywiście nie były to zbyt wymyśle sceny.
Oprócz tego odgrywali różne scenki wywołując uśmiech na twarzach i dając trochę blasku szarym blokowiskom. Często za wzór były brany dowcip rodem z Monthy Pythona, parodiowali filmy, zazwyczaj to najbardziej znane. Nowa generacja ludzi, pierwsze oznaki kapitalizmu – traktowani byli z przymrużeniem oka jako osoby nie do końca rozwinięte umysłowo, ale oni kochali to co robili.
Młodzi twórcy w pełni zadowalali się jak na ówczesne czasy szczytem techniki kasetami VHS i magnetowidami. Twórcy następnie pokazywali swoje filmy na międzyklatkowych festiwalach, dawało im to niesamowitej energii, która w połączeniu z młodzieńczym zapałem powodowała nieskończone wręcz pokłady chęci i zapału do pracy. Po ukończeniu zdjęć zasiadali przed telewizorem i podziwiali swoje dzieło, ich pierwszy film. Zapraszali znajomych, w ten sposób powiększała się coraz bardziej grupa zwolenników oraz fanów kina offowego inaczej zwanego niezależnym. Sądzę że wówczas nikt z nich nie myślał że te międzyblokowe produkcje filmowe zdobędą tylu fanów i uznanie aktorów, których oni naśladowali w swoich filmowych produkcjach. Właściwie wszystkie filmy kina niezależnego, które powstały w latach 1990-1991 mają jedną cechę wspólną, absolutnie żadnego scenariusza oraz podczas kręcenie filmu nie było żadnego podziału ról w ekipie twórców konkretnego przedsięwzięcia. Tak więc to zdecydowanie były dzieła wspólne.
Roman Polański
Mineło już sporo czasu od dnia aresztowania Polańskiego. Rozstanie najbardziej przeżywają dzieci. Sąd nie zezwolił na ich widzenia z tatą. Szesnastoletnia dziś Morgane znała historię spotkania ojca z Samanthą Geimer. Szczególną cechą ich rodziny było to, że nie ma tematów tabu albo “spraw nie dla dzieci”.
Trzy lata temu Polański sam o wszystkim córce powiedział. Morgane, która miała wtedy dokładnie tyle lat, co Samantha, gdy poznała Romana, przeżyła szok. Wybaczyła jednak ojcu i dziś chce się z nim zobaczyć. jedenastoletni EIIvis wie tylko tyle, że tęskni za tatą•
Do momentu zatrzymania Polańskiego rodzina wiodła normalne życie. Wielki reżyser, niegdyś król życia, był wzorowym mężem i ojcem. Kiedy Morgane i Elvis byli mali, on był już po sześćdziesiątce, a zmieniał pieluchy, karmił z butelki, nosił na rękach i usypiał, gdy budziły się w nocy. “Zanim ja się zwlokłam, on już stał przy łóżeczku i coś nucił. Kiedyś zażartowałam, że to on z nas dwojga ma bardziej rozwinięty instynkt macierzyński”, wspominała Seigner.
Kiedy dzieci podrosły, woził je do szkoły i na lekcje pianina. Wyjeżdżali latem na Ibizę, gdzie w prezencie ślubnym Roman kupił Emanuelle willę. Zimą wypadali na narty w szwajcarskie Alpy, do Gstaaad, gdzie mieli domek. W ich mieszkaniu w centrum Paryża drzwi zawsze były otwarte dla przyjaciół z całego świata. Roman był miły, dowcipny i wyważony, Emmanuelle – porażająco piękna, spokojna, oddana dzieciom i mężowi – tak widzieli ich znajomi.
Dziś Emmanuelle podtrzymuje na duchu dzieci i raz w tygodniu kursuje między Paryżem a Zurychem. Sąd pozwolił jej na jedną godzinę spotkania w tygodniu i odrzucił po raz kolejny wniosek Polańskiego o zwolnienie za kaucją. Roman z kolei coraz gorzej znosi rozłąkę z rodziną.
Emmanuelle stworzyła Romanowi dom, o jakim marzył. Chociaż zdaniem wielu – on stworzył ją jako aktorkę. Bo żadna z jej późniejszych ról aktorskich nie wzbudzała takiego zachwytu jak te pierwsze z filmów męża – “Frantik” i “Gorzkie gody”.